wtorek, 10 listopada 2009

Back to school

Ja wiem, że na naukę nigdy nie jest za późno, ale jednak nie tym razem :)
Zestaw rzeczy, które mam dziś na sobie niezmiennie kojarzy mi się z mundurkiem szkolnym, chociaż patrząc na fotki wyglądam raczej jakbym była na wagarach :)
Jak to jest że na starość człowiek zatęsknił za umundurowaniem z którym tak dzielnie walczył pacholęciem będąc? :)


Na zdjęciu: marynarka - SH, koszula KappAhl, krawat - nie-męża :), jeansy H&M, trampki Street

piątek, 6 listopada 2009

Szare, bure i pstrokate

Pogoda absolutnie niezdecydowana. Raz wszystko jest białe (reklamodawcy chyba się na ten śnieg mocno zapatrzyli, bo już zaczynają wyjeżdżać nam z TV świąteczne ciężarówki Coca Coli), później szare i mokre, a od wczoraj złota polska jesień.
Inspiracją do dzisiejszego zestawu był mój nowy zakup - kozaki. Kupiłam je jako "no name" a kiedy dotarły do mnie przedwczoraj okazały się być butami firmy Salamander :) Są świetne i chyba zagoszczą tu jeszcze nie raz.


Prezentuję Wam również dzieło rąk własnych czyli zamotkę.

Na zdjęciu: sukienka Dorothy Perkins - SH, sweter Next - SH, rajstopy - H&M, kozaki Salamander - online SH, torba - z podróży, zamotka - hand made

poniedziałek, 2 listopada 2009

Plac zabaw

Wczoraj, korzystając z pięknej pogody i kilkunastu wolnych minut przed startem Kubicy w Abu Zabi (tak, kiedy ma się gorącego fana F1 w domu, trzeba brać pod uwagę takie niuanse i umieć wstrzelić się w odpowiedni czas :)) wybraliśmy się na plac zabaw



Jako, że nie było konkurencji w postaci nieletnich okupujących karuzele i huśtawki, mogłam do woli kręcić się



i huśtać :)



Polecam!

Na zdjęciu: plisowana spódnica - SH, golf H&M - SH, zakolanówki/podkolanówki KappAhl, beret H&M, płaszcz Orsay, buty Kazar, torebka Mango

wtorek, 27 października 2009

Niebieski... ptak??? :)

W mojej szafie są dokładnie cztery rzeczy w kolorze niebieskim (nie licząc dżinsów): trampki, sweter, szalik i koszula w kratkę (w niebiesko-zieloną kratkę, więc prawie się nie liczy). Zazwyczaj omijam je szerokim łukiem, ale jak już mnie natchnie, to zakładam je wszystkie na raz.
Jako, że dzisiejszy jesienny dzień nie wymuszał zakładania kozaków czy kaloszy, wskoczyłam w moje ulubione trampki (naprawdę są błękitne!) i reszta dobrała się już sama.
Ponieważ nie spędzam całego dnia siedząc na klatce schodowej (co mogłoby sugerować powyższe zdjęcie :)) do zestawu dołączył jeden z moich ulubionych łupów - szary płaszczyk (żakiet? Nie lubię żakietów!)
Kolorowa eko-torba, to "reklamówka" z KappAhl, a dzikszą wersją dzisiejszej fryzury zazwyczaj straszę dzieci w przedszkolu mojego syna :)

Koszulka C&A, Sweter H&M-SH, trampki Camel Active, szalik Solar, płaszczyk (żakiet?) ONLY-SH, torba KappAhl

piątek, 23 października 2009

Czyyyy mnieeee jeeeeszczeeee pamiętaaaasz? :)


Hmmmm.... mój słomiany zapał jest powalający. Nie udało mi się dobić nawet dziesięciu postów i już zwinęłam interes :)
Ale nic to - właśnie naszła mnie wena, więc może tym razem uda mi się wytrwać trochę dłużej.

Witam się ponownie w jesiennym outficie :)

Na zdjęciu: beret - C&A, marynarka - Zara, szara sukienka - SH, kozaki - CATerpillar, torebka - matt&nat

czwartek, 10 stycznia 2008

Najtrudniejszy pierwszy krok...

No proszę, ani się człowiek obejrzał a tu zza rogu wyskoczył nowy rok. A żeby było jak w przysłowiu: Z nowym rokiem, nowym krokiem - w dniu wczorajszym Nowy Człowiek po prostu wstał i poszedł :) Dumna mama pęka z dumy :) W moich oczach jest to wydarzenie porównywalne do pierwszego kroku człowieka na księżycu :)
Jeśli chodzi o książkę poniżej, to moja refleksja jest taka: i śmieszno i straszno...
Branża w niej opisana jest mi bliska, ale jestem pewna, że prawie każdy w życiu zawodowym (i nie tylko) spotkał taką Annę Wintour idącą niezmordowanie po trupach do celu. Nieważne czy za nią zostaną zgliszcza (a nawet jeśli - niewiele ją to obejdzie), liczy się tylko szczyt. Jedną z ciekawostek opisanych w książce, która mnie niewątpliwie zaskoczyła jest spotkanie Anny i Boba Marleya. "Zadurzyła się w sławnym, przystrojonym dredami, palącym marihuanę, czarnym rastafarianinie - pierwszej supergwieździe Trzeciego Świata. (...) Anna przychodziła na koncert co wieczór i stała za kulisami. (...) była nim zafascynowana. Co wieczór po koncercie wychodziła z zespołem na kolację, włóczyła się po mieście. Mówiła, że nie miała z nim romansu, ale to było jak objawienie i czuła, że doświadczyła czegoś mistycznego..." Kurcze - trudno mi sobie wyobrazić palącego marihuanę Marleya i wbitą w kostium od Diora, czy YSL, Wintour :)))

niedziela, 30 grudnia 2007

Pożeram...


...polecam.